Menu

Introwertyk w akcji

Przemyślenia na każdy temat

Też tak masz?

introwertykwakcji

Od 6 lat mieszkam w dużym mieście. Nie wiem czy to sporo czasu, czy mało. W każdym razie jest tu inaczej niż w moich rodzinnych stronach. Też tak macie, ze rozpoznajecie sąsiadów mieszkających tylko obok Waszych drzwi? Ja kojarzę, jesteśmy od kilku lat na "dzień dobry". O nie, raz pożyczyłem od jednych otwieracz do konserw. Drugi raz odebrałem paczkę od kuriera, bo nie było ich w domu. Swoją drogą super winyle, więc gdyby trafily do mniej znajomego sąsiada, mogłoby być różnie. Dzisiaj nie chodzi mi o tych z mojego piętra. Mówię o całej reszcie bloku. Znamy dobrze tę gadkę, że w mieście ludzie są bardziej anonimowi, zabiegani, sruty pierduty. Ok, rozumiem to- tracimy masę czasu w korkach, kilka razy dziennie jestesmy zmuszeni przytulać sie do obcych w zatłoczonym tramwaju, co latem może popsuć skutecznie humor. Ale żeby uciekać przed zwykłym "dzień dobry"? Zaraz, może mówię za cicho? No to próbuje drugi raz- czasem ktoś odpowie, czasem ciagle cisza. Kurdę, dziwne. Moze wyglądam jakoś niebezpiecznie? Nie no, morda jak każda inna. Często trochę bardziej niż mniej zarośnięta, poza tym całkiem w porządku. Hmm, no to może obcokrajowiec? A nie, rozmawia przez telefon po polsku, zresztą obcokrajowcy akurat zawsze ładnie odpowiadają... To ja już nie wiem. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że ja wcale nie chcę sobie urządzać z nimi pogawędki przez pół godziny, pożyczać pieniędzy, czy chodzić z nimi na siłownię (chociaż to przez przypadek się wydarzyło). Nie rozumiem. Może nie jestem aż takim introwertykiem jak wcześniej sądziłem? Może się czepiam? Kiedyś chciałem testowo powiedzieć "spierd**aj" do kogoś, kto nie odpowiedział na moje pierwsze dzień dobry. (Swoją drogą miałem w podstawówce kumpla, którego zawsze wkurzała starsza głucha sąsiadka. Nie pozwalała mu grać w piłkę koło jej domu. Dlatego mój kolega, zawsze pięknie się uśmiechając, kłaniał się intonując do niej wspomniane już "spierd**aj". Ona oczywiście zawsze odpowiadała mu tradycyjnie). Jednak rodzina i dziewczyna odwiedli mnie od tego pomysłu. Pozostanie mi wyobrażać sobie zdziwioną reakcję randomowego sąsiada na moje kreatywne "nauczanie" manier życia we wspólnej siedmiopiętrowej bryle. Teraz mam inną taktykę - mówię "dzień dobry" i patrzę się im w oczy. Nawet działa, tylko nie wiem czy zbyt agresywnie nie wkraczam do ich życia. ;)
PS Żeby nie było, jestem zwyczajnym mieszkańcem, średnia imprez to 1,5 na rok, nie gram też na perkusji po 3 godziny dziennie.

© Introwertyk w akcji
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci